Z Czarnymi znowu remis, tym razem bez bramek
Rewanżowe spotkanie Górnika z Czarnymi Żagań zakończyło się bezbramkowo. Kolejny raz z tym przeciwnikiem dane jest nam dopisać tylko jeden punkt. - Mecz walki, mecz stałych fragmentów gry - określił to spotkanie trener gości, Zbigniew Smółka.
Górnik Wałbrzych 0:0 Czarni Żagań
Górnik: Jaroszewski – D. Michalak, Kłak, Wojtarowicz, Zawadzki, Rytko (74′ Sawicki), Wepa, Morawski, Zinke, Duś (58′ Tobiasz), Maciejak (78′ Moszyk) + Jarosinski, Łaski, Fojna
Czarni: Abramowicz – Kosakiewicz, Dorobek, Supoł, Galuś, Kononowicz, Flejterski, Adaszek, Wróbel, Pawela, Burski + Buchla, Gancarczyk, Rejmer, Milkowski, Kostek, Felipe, Tracz
Aura w ostatnim czasie nie zwiastowała dobrej pogody. Jednak dziś rozchmurzone niebo pozytywnie nastawiało na to inauguracyjne spotkanie. Niestety nawierzchnia wciąż przypominała o porze roku. Podmokłe boisko nie pozwalało na efektowną grę. Mimo to pierwsza połowa obfitowała w bardzo szybkie kontrataki ze strony piłkarzy Górnika, którzy kilka razy byli bliscy otwarcia wyniku. Warto wspomnieć Daniela Zinke, który w 4 minucie był tuż pod bramką, jednak nie zdołał zakończyć akcji.
Nadzieje dawał Roman Maciejak, który popisał się w sparingach. Jego szansa pojawiła się w 26 minucie, kiedy z głębi pola wyskoczył Marcin Morawski, wykorzystując luki w obronie gości. Marcin, podbiegając coraz bliżej do Mateusza Abramowicza, niedawno „nabytego” golkipera Czarnych, podał piłkę do Romana, ale strzał zakończył się przed bliskim słupkiem. W pierwszej połowie kilka okazji mieli także zawodnicy z Żagania, ale ich kornery trafiały za wysoko, albo były niecelne, nie stwarzając tym samym zagrożenia dla Damiana Jaroszewskiego.
W drugiej połowie ożyło nasze lewe skrzydło, wciąż jednak brakowało dobrego wykończenia. Pojawiały się kolejne szanse po stałych fragmentach gry, ale ani razu piłka nie zmierzała w światło bramki. Przeciwnicy zaostrzyli grę, Górnicy także próbowali agresywnych zagrań. Jedno z nich skończyło się żółtą kartką dla Marcina Morawskiego. W korzystnej sytuacji znalazł się Janek Rytko, jego strzał był jednak zbyt wysoki. Naszych napastników zaczęło osłabiać zmęczenie.
Za Jana Rytko i Romana Maciejaka weszli Mateusz Sawicki i Adrian Moszyk, którzy od razu ożywili grę na pierwszej linii. Adrian dał drugą okazję Danielowi Zinke, dośrodkowując pod samą bramkę, niestety nasz czeski zawodnik nie dosięgnął piłki. W ostatnich minutach obie drużyny „grały do końca”, jednak nie wpłynęło to na wynik. Wałbrzyscy kibice wciąż liczyli na znane z początku sezonu bramki w doliczonym czasie gry, jednak po próbie Tomasza Wepy nie doszło do ciekawych sytuacji.
Swój pierwszy ligowy mecz z Górnikiem zagrał dziś m.in. Roman Maciejak. – Z niektórymi już znałem się wcześniej, resztą poznałem w ciągu ostatnich dni. Chłopaki dobrze mnie zaklimatyzowali w drużynie. W pierwszej połowie byliśmy drużyną przeważającą, powinniśmy strzelić bramkę i uspokoić ten mecz. Nie udało się, potem trzymaliśmy już na remis. Z jednego punktu też jesteśmy zadowoleni.
- Zobaczymy, co będzie dalej w sezonie. Trzeba walczyć w każdym meczu o trzy punkty. Mamy dobry środek pola, skutecznie gramy też bokami. Z meczu na mecz będziemy się rozwijać i będziemy coraz mocniejszą drużyną - mówi Roman, zapytany o silne strony Górników.
Na temat meczu wypowiada się także Zbigniew Smółka, szkoleniowiec przyjezdnych.
Jak ocenia pan ten mecz?
- Przede wszystkim jestem zadowolony, że płytę udałosię doprowadzić do takiego stanu. To nie byla piłka, musimy coś z tym zrobić. Grać dłużej latem i nie wychodzić na boisko, które jest w takim stanie. Szkoda kibiców, szkoda widowiska i pasji do futbolu. Uważam, że powinno się grać trochę później.
Pierwszą połowę graliście bardziej defensywnie, w drugiej wyszliście na atak. Czy taka była taktyka?
- Nie graliśmy defensywnie. Obserwowałem Górnika Wałbrzych, wiedziałem że są przygotowani bardzo dobrze szybkościowo, gorzej wyglądają fizycznie i powiem panu, że od 35 minuty do końca pierwszej połowy tylko my byliśmy na boisku i tak samo od 70 minuty. Trener Górnika ratował się zmianami. Były założenia, żeby przetrzymać pierwsze 20 minut. Gramy na wyjeździe, z klasowym zespołem i te założenia spełniliśmy, chociaż było nerwowo. Kapitalny debiut Mateusza [Abramowicza - red.], który świetnie obronił sytuację jeden na jednego, praktycznie z boku. Później mecz był wyrównany.
Drużyny Górnika i Czarnych zajmują obecnie sąsiednie miejsca w tabeli. Czy będzie walka w dążeniu do góry?
- Walka jest w każdym meczu o 3 punkty. W każdym meczu chcemy wygrać. Przede wszystkim oczekuję od chłopców, żeby realizowali założenia. Natomiast jestem załamany, bo kluczem do sukcesu miały być dzisiaj stałe fragmenty gry. Robimy osiem rzutów rożnych, a dorzucamy [do bramki - red.] półtora. Muszę porozmawiać z zawodnikami, którzy za to odpowiadają. Nie można na osiem rogów kopnąć półtora dobrze. Ten element akurat dzisiaj bardzo zawodził i jestem bardzo wkurzony. Tym bardziej, że to doświadczeni zawodnicy i tak nie może być.
W Żaganiu Górnik grał swój pierwszy mecz w drugiej lidze. Czy jest różnica między tamtym spotkaniem a dzisiaj?
- Jest różnica. W Żaganiu był mecz, gdzie grało się na dobrej płycie, w lecie. Dzisiaj niestety murawa nie pozwoliła na to. Przed meczem powiedziałem do trenera Górnika, że to się skończy 0:0, będzie mecz walki, mecz stałych fragmentów gry i miałem rację.


